Producenci
Słowenia na rowerze – jedziemy do Bohinjskiej Bistricy 0
Słowenia na rowerze – jedziemy do Bohinjskiej Bistricy

Słowenia na rowerze – jedziemy do Bohinjskiej Bistricy

Drugi dzień w Słowenii zapowiadał się słonecznie i wszystko wskazywało na to, że będzie naprawdę bardzo gorąco. Trasę znad Jeziora Bohinjsko do Bohinjskiej Bistricy zaplanowaliśmy poprzedniego wieczoru. Rano tylko napełniliśmy bidony, spakowaliśmy kilka batonów, motywujących "pochrupajek" i w drogę. No może nie aż tak rano, z kurami nie wstawaliśmy.

Jedziemy do Bohinjskiej Bistricy

a cały dystans do pokonania wynosi trochę ponad 20 kilometrów. W fotograficznym skrócie nasz ślad GPX wygląda dokładnie tak

Trasa jest bardzo przyjazna i przystępna dla rodzin z dziećmi. Podjazdy nie są zbyt strome, pokonujemy jeden bardzo szybki zjazd, a cała reszta to sielanka wśród pól i łąk oplatanych przez masywne szczyty Alp. Krótkie odcinki ruchliwą drogą nie są tutaj żadnym utrudnieniem. W Słowenii kierowcy darzą cyklistów ogromnym szacunkiem, nie śpieszą się, nie poganiają. Tak się wyprzedza rodzinę z dziećmi wielką ciężarówką wyładowaną drewnem. Szacuneczek:) Tutaj wyjątek potwierdza regułę.

Ruszamy z naszej bazy w miejscowości Ribvec Laz zupełnie niespiesznie. Od samego rana słońce daje popalić. Trasa prowadzi praktycznie cały czas asfaltem. Raz są to ścieżki rowerowe, innym razem wąska droga między polami. Otaczające nas widoki, klimat miejsca i okoliczności przyrody sprawiają, że prędkość schodzi na drugi plan. Trochę się nawet wleczemy. Ruszyła maszyna po szynach ospale...

Szukamy oczywiście cienia i uzupełniamy płyny na każdym postoju. Zresztą podczas samej jazdy pijemy też ile wlezie. Kilkukrotnie przeprawiamy się przez rzeczkę mając nadzieję, że w końcu uda nam się schłodzić w jej nurcie. Z poziomu roweru wygląda zacnie. Jasiek śmiga dziś na KUbikes 24S TRAIL (specyfikacja modelu), a Tosia na większej wersji KUbikes 26 TRAIL (specyfikacja modelu).

Odpoczynek na szlaku

należy się każdemu, więc znajdujemy całkiem przytulną altankę pośrodku niczego. Jest ich całkiem sporo, tak samo jak różnego rodzaju "polnych domków". Widać że lokalsi też często chowają się przed upałem. Krótki motywacyjny odpoczynek i uzupełnianie kalorii należą się nam wszystkim

Słowenia na rowerze

daje nam trochę popalić. Dzieciaki kręcą ile wlezie, troszkę przy tym marudząc:) W pewnym momencie Tosia i Jasiek są nawet zmuszeni do prowadzenia swoich KUbajków. W pełnym słońcu nawet lekki rower dla dzieci KUbikes i napęd Shimano XT 1x11 nie są w stanie nic zaradzić.

Jeszcze tylko kilka obrotów korbą i wszystkie większe wzniesienia zostają za nami. Przed nami natomiast (zupełnie nieoczekiwany) zjazd, na którym rozpędzamy się z Jaśkiem do ponad 40km/h. Mama Marta zamknęła oczy i jakoś poszło. Rach ciach i byliśmy na dole:)

A tam nie dość, że czeka na nas zacienione miejsce, to jeszcze możemy się opłukać w górskiej wodzie. Choć pływające dżdżownice skutecznie nas odstraszają:)

Przed nami jeszcze tylko krótki odcinek główną drogą i meldujemy się w Bohinjskiej Bistricy. Na miejscu upał sięga zenitu, więc nie mamy już zupełnie ochoty na zwiedzanie czegokolwiek. Jedyne, czego potrzebujemy to lody (zaliczone w przydrożnym sklepie) oraz cień. Znajdujemy zatem całkiem przyjazny park w okolicach dworca i po obiedzie odpoczywamy właśnie tam dłuższą chwilę.

Słowenia na rowerze

motywuje nas do dalszej jazdy. Teraz najbardziej potrzebujemy ochłody i chcemy jak najszybciej zanurzyć się w Jeziorze Bohinjsko. Najpierw jednak odwiedzamy stację kolejową. Dowiadujemy się, że bilety w stronę Bledu możemy spokojnie kupić w pociągu, który kursuje mniej więcej co godzinę. Plan na kolejny dzień zaczyna się zatem krystalizować.

Droga powrotna wiedzie początkowo główną trasą. Po około dwóch kilometrach zjeżdżamy na asfaltową ścieżkę i naszym oczom ukazuje się ona:)

Nie ma chwili do stracenia, zrzucamy buty i hop do wody. Dzieciaki mogą się chlapać do woli, a Jasiek organizuje megapluski kamieniami:)

Tego nam było trzeba i warto zaznaczyć, że woda wcale nie była lodowata. W górach powinna taka być, ale Słoweńskie potoki to jednak inna para kaloszy:)

Zregenerowani wsiadamy na rowery i zmierzamy dalej do celu. Po drodze zaliczamy świetną miejscówkę, z pięknym widokiem i całą masą cienia. Ten mostek jest widoczny z samej drogi, więc dojedziecie do niego również samochodem.

Następnie pozostaje nam jeszcze kilka kilometrów. Dzielnie przemy przed siebie. Najważniejsze aby mieć cel, a jeśli w upalny dzień jest nim krystalicznie czyste jezioro - tym lepiej i łatwiej dla wszystkich.

Końcówka trasy jest nawet całkiem zacieniona, ale do pokonania mamy kilka wzniesień. Nic trudnego. Jasiek na swoim TRAILu kręci pod górę jak szalony. W końcu w jeziorze czekają ryby, aby dać się złapać:)

Słowenia na rowerze

okazała się tego dnia bardzo atrakcyjna dla całej naszej rodziny. Dzieciaki kręciły dzielnie i nawet upał nie był w stanie nas powstrzymać. Nagroda nadeszła późnym popołudniem. Do samego wieczora nie wychodziliśmy z wody:)

Kolejny dzień zapowiadał się jeszcze ciekawiej. Postanowiliśmy pociągiem z rowerami pojechać nad Wąwóz Vintgar, aby stamtąd przejechać na rowerach nad Jezioro Bled. O tym będziecie mogli przeczytać w naszym kolejnym wpisie.

Ślad GPX z pokonanej trasy znajdziecie tutaj: https://www.komoot.com/tour/1201273233ref=wtd&share_token=aotcaTQp46ov7SanLGs315rKu9qMsRp3paHqHU7biNJqVQT5BR

BAJKIDS.PL POLECAMY SIĘ!

Zapraszamy również do polubienia naszego profilu FB https://www.facebook.com/bajkids oraz profilu YouTube. Wasze lajki i komentarze będą dla nas pozytywnym sygnałem do dalszych rowerowych tripów. Jeśli bylibyście zainteresowani KUbajkami, a szczerze jest to, naszym obiektywnym zdaniem, lider wśród lekkich rowerów dla dzieci, choć jeszcze w Polsce nie tak znany jak np. Woom, zapraszamy do naszego sklepu internetowego https://bajkids.pl/, gdzie na hasło „rowerowedzieciaki” otrzymacie 5% zniżkę na wszystkie rowery!

Pozdrawiamy i do zobaczenia na rowerowym szlaku!

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl